Tydzień temu odebrałem telefon z banku. Niezbyt miła pani poinformowała mnie, że kredyt który u nich zaciągnąłem kilka lat temu pomimo tego, że został spłacony nie został zamknięty. Owe nie zamknięcie jest związane z odsetkami karnymi za nieterminową spłatę rat. Przez ostatnie kilka lat żyłem w przeświadczeniu, że kredyt został spłacony i że wszystko jest w pożądku. W trakcie pierwszej rozmowy podano mi numer konta na które mam wpłacić całą kwotę i poiformowano, że jeżeli tego nie zrobię to poniosę koszty sądowe i komornicze w wysokości co najmniej 1800zł! Przed wczoraj, na wyrażną prośbę, dostałem też pismo, z którego wynika że mam do spłaty kilkaset złotych odsetek karnych(tylko). Dzisiaj nie miła pani zadzwoniła ponownie i poinformowała, że mam spłacić całość w ciągu tygodnia. W innym przypadku, składa sprawę do sądu. Prosiłem o rozłorzenie płatności na raty, bo nie jestem z stanie spłacić jednorazowo całości. Skończyło się na tym, że do jutra muszę przelać 1/4 kwoty, ale nie zatrzyma to egzekucji sądowej. Kredyt, wyrzuciłem już dokumenty, spłacałem jak mi się wydaje 3-4 lata temu. Ustnie uzgadniałem spłatę ostatniej raty z pracownikiem banku i nie padło słowo na temat żadnych zaległych odsetek karnych. Nie wiem co mam teraz zrobić, bank mnie straszy, do sądu i tak mnie podadzą Jak wygląda sprawa ew. przedawnienia kredytu? Od kiedy jest liczone? Przy rozmowie zostałem zidentyfikowany pytaniem o datę urodzenia. Poradźcie co robić!
Mialem ostatnio podobnie, w marcu „sprzedalem” samochod ktory kupilem na kredyt, kupujacy wziol go na raty w tym samym banku, ale nie mozna bylo przepisac kredytu tylko trzeba bylo zamknac jeden i uruchomic drugi, naciagneli goscia na prowizje itp, umowa zostala podpisana w marcu na kwote ktora pozostala mi do splacenia na dzien podpisania umowy, myslalem ze jest wszystko zalatwione, gdy w listopadzie chcialem w innym juz banku wziasc kredyt to okazalo sie ze mam tamten kredyt, po rozmowie z bankiem okazalo sie ze kupiec nie mial z bankiem podpisanej umowy ponad miesiac od podpisania umowy kupna-sprzedazy, z czego wyszlo ze jestem im winien 130-150 zl zaleznie od tego kto dzwonil, nie mialem wyjscia, pomimo ze zostalo to spowodowane opieszaloscia biurokratyczna banku musialem zaplacic, na szczescie to mala kwota, gdyby nie to ze sam to „wylapalem” ostatnio to moglo by byc tak jak w Twoim przypadku, za kilka lat bym sie dowiedzial o sporej kwocie :( To tak ku przestrodze, trzeba miec papier o zamknieci i rozliczeniu kredytu. Pozdrawiam Marek G
Użytkownik „Marek Grebski” napisał w wiadomości ty to chociaż miałeś telefon. Ja miałem kiedyś konto w ING. Zostalo zablokowane przez Urząd Skarbowy (tytuł egzekucyjny). W sumie bylo tam kilkadziesiąt złotych, więc nic się nie stało, ale używać konta nie mogłem. Był rok 2002. Ponieważ podobało mi się korzystanie z takiego konta via internet, gościu z banku poradizł mi żebym sobie u nich założył drugie konto, oni zablokują to pierwsze i będę sobie mógł korzystać. PO załozeniu drugiego konta okazało się że bank sam zablokował oba, uznając że skarbówka życzy sobie zająć wszystkie moje „aktywa”. Zamknąć się ich niestety nie dało, z powodu owego zajęcia. Z kont nie korzystałęm przez dwa lata. Na stronce internetowej cały czas figurowały jako zajęte, ale kwota się nie zmieniala ( nie zwiększalą z tytułu kosztów obsługi rachunku). W końcu skarbówka zdjęła zajęcie, ale nie poinformowała banku. W tym roku inny bank zooferował mi kartę kredytową. Wszystko było OK dopóki nie sprawdzili w Bazie Informacji Kredytowej. Okazało ise ze figuruję tam w dwóch pozycjach, jako kredyty stracone, jeden na 11 zł, drugi na 176 zł. Złożyłem zapytanie w BIK i okazało się ze to ING mnie tak urządził. Ni informowali że jestem im coś winny, po 6 miesiącach braku jakichkolwiek wpłat automatycznie przerzucili to na kredyt, po następnych 6 miessiącach jako stracony. Żeby zamknąć sprawę musiałem zapłacić te kwoty ( wynikały z kosztow prowadzenia rachunku przez ten czas i wystawione karty bankomatowe któych nawet nie odebrałem). Rachunki zamknąłem, al e przez najbliższe 6 miesięcy będe figurował w bazie jako ktoś kto nie spłacil w terminie kredytu, więc żadnej karty nie dostanę macso
temu. [] Termin przedawnienia to 3 lata od wypowiedzenia umowy lub jej zakończenia (np. kredyt miałeś udzielony na 3 lata, to od pierwszego dnia następującego po ostatnim terminie spłaty przedawnienie rozpoczyna bieg). Jeśli już minęły, to możesz im powiedzieć, że się spóźnili.:)
A trzeba było scignąć ING o nieuzasadnione wpisanie do bazy Kary za to są spore. Ktoś by ich załatwił raz i drugi, to by przestali świństwa ludziom robić. Albo przynajmniej informowaliby ich uczciwie.
Użytkownik „Waldek Godel” to nie jest baza nierzetelnych dlużników tylko baza informacji kredytowej i ponoć tam się ląduje automatycznie, a nie uznaniowo macso
Automatycznie w jakich warunkach? Jakie są zasady? Czy za urojone zaległości również? Czy jeżeli nie zaakceptowałem jednostronnej zmiany warunków świadczenia usług przez bank (co oznacza wygaśnięcie umowy jeżeli bank nie powrócił do starych warunków), a bank braku akceptacji „nie uznał” to również tam jestem? PS. Opisałem zdarzenie faktyczne.
Dnia Tue, 21 Dec 2004 14:43:49 +0100, Tomasz Waszczyński naskrobał(a): nie jestem pewnien czy odsetki nie po 2 latach :
Będę zgadywał: PKO SA ? A co do zadłużenia, pisemnych wezwań do zapłaty nie miałeś ? Informacji o operacjach na rachunku ? Podali ci kwotę „bo tak” ? A gdzie wyciąg z operacji na rachunku, uzasadnionych jakimś regulaminem lub tabelą opłat i prowizji na króre wyrażałeś zgodę przy podpisaniu umowy ?
Takiego banku nie ma. Jest PeKaO SA oraz PKO BP SA Z tym pierwszym współpraca układa mi się wręcz wzorowo, ale z tym drugim, zwłaszcza jak mnie siłą przenieśli do Inteligo, znacznie gorzej
jakim cudem? KG
zakończenia następującego A niby dlaczego? To nie sprzedaż (choć i tam jest to totalnie sporne).